Wszystkie wpisy, których autorem jest Kamil Krzeminski

Ensō – krąg, który zostaje w człowieku

Ensō – krąg, który zostaje w człowieku

Na pierwszy rzut oka ensō (円相) wygląda jak zwykły, niedbale namalowany pędzlem okrąg. Jeden gest, jedna kropla tuszu, jedno zetknięcie z papierem. A mimo to ten prosty znak ma w kulturze Japonii wyjątkowe znaczenie. Nie przedstawia niczego konkretnego ani nie symbolizuje żadnej rzeczy. Jest zapisem chwili — momentu, w którym ruch ręki, oddech i świadomość stają się jednym. Gdy patrzymy na ensō, nie widzimy tylko kształtu. Widzimy ślad czasu: miejsca, gdzie pędzel był cięższy, gdzie zadrżał, gdzie zwolnił. Widzimy człowieka uchwyconego w akcie obecności.

Dziś okrąg ten wszedł do popkultury. Można go spotkać na tatuażach, kubkach, w reklamach i poradnikach o równowadze wewnętrznej. Nie ma w tym nic złego — znaki wędrują tam, gdzie potrzebuje ich kultura. Warto jednak pamiętać, że ensō nie powstało po to, by zdobić ściany czy ilustrować „dobry nastrój”. Dla mnichów zen było zapisem chwili prawdziwej obecności — świadectwem „tu i teraz”. Nie miało łagodzić stresu, relaksować ani poprawiać nastroju. To współczesne potrzeby, które przyszły dużo później. Oryginalne ensō pokazuje życie takie, jakie jest — bez prób jego ulepszania czy kontrolowania. I w tym właśnie tkwi jego moc. Gest i znaczenie są tu jednym.

Dla mnie ensō przypomina, że spokój, jasność i sens nie znajdują się gdzieś w przyszłości, w doskonalszej wersji mnie. Są dokładnie w tej chwili, która właśnie trwa. To, czy ją dostrzeżemy, zależy tylko od naszej uwagi, nie od listy zadań. Ensō przekazuje tę prawdę tak, jak przystało na zen — bez słów. Jeden oddech, jeden ruch, jeden ślad. I może dlatego, mimo że świat się tak zmienił, ten prosty okrąg wciąż potrafi zatrzymać wzrok. I czas.

TO NIE BYŁO TYLKO MIEJSCE DO TRENINGU

W starożytnej Japonii dojo nie było miejscem, do którego można „zrobić działalność”. Był sercem społeczności. Wchodził boso, zamiatał podłogę zanim się zaczęło, i machał czołem do podłogi, nie według protokołu… ale ze zrozumienia.
Zrozumienie, że ta podłoga nie była zwykłą podłogą. To była przestrzeń poświęcona polerowaniu charakteru przez ciało.

Starożytni nie mówili o poczuciu własnej wartości ani motywacji. Mówili o shugy ō ( 修行): trwała praktyka bez skrótów, z całą duszą w każdym geście.
Dojo stanowiło wojowników, ale także kształtowało obywateli. Nauczyłeś się upadać bez złamania się. Poddać się bez poddawania się. Bić bez nienawiści. Zdecyduj się z ciałem niż językiem.

Tam dzielono pot, milczenie i co najważniejsze: przykład.
Ponieważ nie ma słowa, które nauczy więcej niż sposób, w jaki ktoś macha, podwoi hakamę lub pomaga podnieść tego, kto upadnie.
Dziś wielu uważa, że dojo to sala, w której tworzone są techniki.

Ale jeśli dobrze to rozumiesz, to jest coś innego:
Lustro. Kuźnia. Szkoła bez słów…

IDŹ JAK WOJOWNIK, ŻYJ JAK CZŁOWIEK

Wysoki czoło. Plecy prosto. Ciało zrelaksowane. Nawet jeśli wszystko będzie kosztowało.

Sztuki walki to nie sport. To też nie terapia. To styl życia. Konkretny sposób na stawienie czoła temu, co Cię powstrzymuje – wewnątrz i na zewnątrz – bez tracenia formy, bez schylania głowy i bez wymyślania wymówek.

Trening to nie tylko ruch. To nauczyć się reagować, kiedy chcesz się poddać, upaść bez złamania i podnieść się bez nikogo, kto musi ci klaskać.

Każda technika, którą powtarzasz, jest lekcją o sobie samego. Każde uke, które ci rzuca, pokazuje ci, gdzie przenika twój strach. I każdego dnia, gdy idziesz do dojo – niezależnie od tego, czy jesteś zmęczony, sfrustrowany czy nie chcesz – mówisz światu bez słów: nie daję się znieść.

Tu nie chodzi o wygrywanie. Chodzi o to, żeby się nie złamać. Do polerowania. Bycie na osi, kiedy łatwo byłoby krzyczeć, uciekać lub obwiniać kogoś innego.

A kiedy wszystko wydaje się być pod górkę…
Powrót do podstaw: wysoko czoło, plecy prosto, zrelaksowane ciało.
I jeszcze jeden krok. Bez narzekania…

Wywiad z Mariye Takahashi, Aikido Journal, nr 120

Wtedy powiedział: „Zanim odejdziesz, chcesz mnie o coś zapytać? «
Powiedziałem po prostu: „O-Sensei, czym jest Aikido? «
Jego odpowiedź brzmiała: „Cóż, pozwól, że ci to napiszę, a pewnego dnia będziesz mógł to przeczytać i zrozumieć”. To, co napisał, to słowa „trening intelektualny, trening fizyczny, trening cnoty, trening ki. Wszystko to tworzy praktyczną mądrość”. Dodał, że to nie zadziała, jeśli zawiedzie, nawet jeśli to jeden z tych punktów, że brak któregokolwiek z nich sprawi, że wszystko zostanie na niczym i nieuchronnie spowolni rozwój osobisty w jego globalizacji. Zawsze trzeba było zachować harmonijną równowagę pomiędzy tymi wszystkimi punktami

(Wywiad z Mariye Takahashi, Aikido Journal, nr 120.

Sekret dyscypliny: Kształtowanie Charakteru z każdą praktyką

Dyscyplina nie jest karą ani obowiązkiem, ale ścieżką, która przekształca intencję w działanie, a działanie w mistrzowskie. W sztukach walki każda powtórka, każdy upadek i każde podniesienie potwierdzają coś głębszego niż technika: wzmacniają wolę.

Prawdziwa nauka nie dzieje się w jednej chwili, ale w gromadzeniu niezliczonych momentów, w których wybiera się iść naprzód, zamiast się zatrzymać. Umysł pragnie natychmiastowych rezultatów, ale ciało uczy cierpliwości. To wytrwałość definiuje charakter.

Nauczyciel nie jest uznany za talent, ale za czas, który spędził bez przerwy. Nie odróżnia go siła, szybkość, inteligencja, ale niezachwiana konsekwencja tego, kto zdecydował się iść naprzód, gdy inni się zatrzymali…