Furitama (3/3) – stan, który pozostaje

Wiele powiedziano o furytamie jako rytuale, geście religijnym lub technice oczyszczania. Ale z czasem odkrywasz, że jest to prostsze i głębsze niż to.Po kilku tygodniach codziennej praktyki pojawia się coś niespodziewanego: stan jasnego relaksu, fizycznego, ale też psychicznego. To nie jest relaks jak spanie. To coś innego. Obecność bez wysiłku Coś w rodzaju „spokojnej wagi”, która osadza się w centrum.I najbardziej interesujące jest to, że ten stan nie kończy się po zakończeniu ćwiczeń.Czasami trwa to godzinami. Czasami cały dzień.Albo Sensei wiedział. Dlatego robił to przed nauczaniem, przed mówieniem, zanim się poruszył. Nie dlatego, że było to obowiązkowe, ale dlatego, że był to najbardziej bezpośredni sposób na powrót do siebie. Nie musiałem się tłumaczyć. Gest sprawił, że to oczywiste.Furitama, dobrze wykonana, nie generuje energii: rozkaz.Nie chce niczego aktywować, otwierać czakry, ani wejść w trans. Jedyne, co robi, to potrząsać tym, co przeszkadza, rozluźniać to, co ściska i pozwala umysłowi spocząć w ciele.Są dni, kiedy to nie działa. Dni, w których ruch nie nadaje rytmu, oddycha, lub uwaga jest rozproszona. To nie ma znaczenia Właśnie tam się trenuje.Nie chodzi o to, że trzęsienie jest równe. Najważniejsze, że to ty to robisz. Nie nawyk, nie podróbka. Ciebie.Kiedy ćwiczenia są szczere, coś się rozluźnia.A kiedy to się dzieje, uczucie nie wyłącza się po zakończeniu…… Bądź przy sobie, kiedy idziesz, kiedy machasz, kiedy wracasz do domu.To tam furitama przestaje być gestem… i staje się to sposobem bycia …

Dodaj komentarz